Wyjazd:
Jakub Topor, Janusz Wierzbicki
Zainspirowani artykułem Wojtasa o leśnych jeziorkach w Górach Świętokrzyskich (zobacz wspomniany artykuł), postanowiliśmy, wraz z nim,
wybrać się nad nie tej wiosny. Termin tej jednodniowej wycieczki do niewielkiej miejscowości, Barczy, ustaliliśmy na końcówkę kwietnia.
Poranek nie zapowiadał udanego dnia - żeby o sensownej porze dojechać na miejsce z Łodzi, gdzie nocowaliśmy, musieliśmy wstać o czwartej rano, co w połączeniu z niecałą godziną snu wprowadziło nas w kiepski nastrój,
a długie oczekiwanie na bus w Kielcach wcale go nie poprawiło.
Jednak to wszystko minęło, kiedy już dojechaliśmy na miejsce i wraz z Wojtasem znaleźliśmy się na leśnym szlaku. Malownicze pagórki, porośnięte gęstym lasem, stopniowo zagłuszyły odgłosy ruchu ulicznego i poprawiły humory.
Po krótkiej chwili dotarliśmy nad pierwsze jeziorko, położone bardzo blisko skraju lasu. Widok był naprawdę niesamowity, staliśmy naprzeciwko wysokiej,
stromej ściany ze skałami "wchodzącymi" do wody i pochylonymi w jej stronę wielkimi sosnami, wyglądającymi, jak gdyby miały zaraz spaść. Z kolei brzeg, na którym staliśmy, łagodnie opadał do wody.
Przy brzegu, wśród rosnących częściowo w wodzie krzewów, zaobserwowaliśmy kilkanaście różnej wielkości zaskrońców i trochę skrzeku żaby trawnej (Rana temporaria), a także dwa okonie i inne, drobne rybki.
Obecność ryb i węży tłumaczyła, dlaczego nie znaleźliśmy tam żadnych płazów, nie licząc wspomnianego skrzeku. Różne "ślady" przy brzegu wskazywały również, iż jest to miejsce częstego wędkowania oraz urządzania leśnych ognisk.
Następnie udaliśmy się w stronę drugiego z odkrytych przez Wojtasa jeziorek. Po kilkunastu minutach przedzierania się przez gęsty las, a także wspięciu się (jak i zejściu) po niejednej stromiźnie (jednak nierzadko celowo omijając łatwiejsze obejścia), dotarliśmy nad wspomniany zbiornik. Niestety, także i tutaj znaleźliśmy ślady obecności ludzi - śmieci rozrzucone przy brzegach lub pływające w wodzie. Wiele z nich pozostawili wędkarze, co jest tym bardziej przykre, że ludzie ci powinni szczególnie rozumieć potrzebę zachowania czystego środowiska. Jeziorko było nieco mniejsze, niż to pierwsze; patrząc z góry, było bardziej podłużne, a także płytsze i lepiej zarośnięte, co niosło ze sobą dużą ilość zamieszkujących je płazów. Najwięcej było ropuch szarych (Bufo bufo), które akurat odbywały gody. Samce charakterystycznie "kwakały" i przepychały się między sobą. Wśród roślinności wodnej rozpięte były niezliczone sznury skrzeku tego gatunku, z początku trudne jednak do wypatrzenia. Znaleźliśmy też kilka par w ampleksusie, w tym dwie bardzo duże samice. Jedna z nich, którą zmierzyliśmy, miała dokładnie 10cm., nie licząc tylnych nóg. Oprócz ropuch, zbiornik zamieszkiwały żaby zielone (wodne i/lub jeziorowe) i trawne.
Te ostatnie spotykaliśmy licznie w niemal każdym miejscu, także w śródleśnych mokradłach i strumyczkach. Wiele z nich (młode osobniki) miało przepiękną, czerwonobrązową barwę, być może w ramach maskowania się wśród liści,
których pełno było zarówno na dnie lasu, jak i zbiorników wodnych. Widywaliśmy też jaszczurki - żyworódki i samca zwinki w jaskrawo zielonej szacie godowej. Przedzierając się przez gęste,
wysokie trawy na nasłonecznionych zboczach, mieliśmy także w pamięci fakt, iż występują tam żmije zygzakowate, lecz żadnej nie napotkaliśmy.
Znaleźliśmy liczne płazy bezogonowe, ale pragnęliśmy ujrzeć także pierwsze tegoroczne traszki, co przez długi czas się nam nie udawało. Każdy obiecujący stawik, przydrożny rów, czy większa kałuża przynosiły tylko rozczarowanie,
gdy zamiast poszukiwanych traszek wyławialiśmy z nich liście, a jedyną w nich formą życia większą od pantofelka, zdawały się być larwy komarów, nartniki i wodne chrząszcze - krętaki.
Wreszcie postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno jeziorko, o którym mówił Wojtas. Nie pamiętał dokładnie drogi, więc postanowił na chwilę przystanąć i zadzwonić do obeznanej z terenem osoby w ramach informacji, my zaś w tym czasie, zerknęliśmy do znajdującego się w pobliżu rowu, wypełnionego wodą i opadłymi liśćmi, a także przylegającej do niego sporej kałuży, powstałej w zagłębieniu ścieżki. I wreszcie się udało! Jako pierwsze wpadły nam w oczy dwie samiczki - traszki górskiej (Ichthyosaura alpestris), pękata, pełna skrzeku, i traszki zwyczajnej (Lissotriton vulgaris). Później znaleźliśmy też kilka par traszek zwyczajnych i dwa samce górskich. Traszki zwyczajne zaskoczyły nas niewielkimi rozmiarami - ale na pewno były dojrzałe płciowo i odbywały gody, o czym świadczyło ubarwienie samców i rozwinięte grzebienie na ich grzbietach. Prawdopodobnie te niewielkie gabaryty, są formą przystosowania do życia w tak małym zbiorniczku wodnym. Pokarmu traszki miały w bród - woda tętniła życiem, liczne larwy komarów i rureczniki zapewniały płazom dostatek pożywienia. Oprócz traszek, w rowie znajdowały się młode żaby trawne i jedna zielona. Nad tym niepozornym miejscem staliśmy jak urzeczeni, i pewnie spędzilibyśmy tam jeszcze trochę czasu, ale ten naglił, bo tego samego dnia trzeba było wracać do domu. Pożegnaliśmy się z Wojtasem i wieczorem wyjechaliśmy z Kielc. Mimo, że w autobusie oczy już same się nam zamykały, a czekało nas jeszcze kilka godzin jazdy, to wracaliśmy niezmiernie szczęśliwi, bo obserwacje przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. To jedno z tych "płazich" miejsc, w które z pewnością kiedyś zechcemy powrócić. Poniżej dodatkowa relacja Wojtasa, który w kilka dni później ponownie zawitał do Barczy, i jak widać, bardzo mu się opłaciło dotarcie do trzeciego jeziorka.
Tydzień później:
Wojciech Szawerna
Zachęcony ciekawymi obserwacjami, po tygodniu udałem się w to samo miejsce. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam tam dość blisko. Tym razem, nad pierwszym jeziorkiem nie było zaskrońców,
a tam, gdzie jeszcze kilka dni temu zalegał skrzek żab trawnych, była masa ruchliwych kijanek.
Nad drugim jeziorkiem też zmiany. Gody ropuch szarych praktycznie się zakończyły, odzywał się jeszcze jakiś spóźniony samiec. Żaby zielone i trawne, jak zawsze w tym miejscu, były dość liczne.
W "naszej" kałuży przy leśnej drodze, traszek górskich i zwyczajnych jakby więcej.
Tym razem, przez przypadek, udało mi się trafić nad trzecie jeziorko, najmniejsze i najpłytsze. Tu było sporo żab zielonych, które już wydawały odgłos godowy, ale to przede wszystkim traszkowy raj. Było ich mnóstwo, oprócz wcześniej zaobserwowanych gatunków także grzebieniaste. Coś niesamowitego. Dno było zasypane liśćmi, jak to w lesie. Stawik pozornie wydawał się pusty, ale wystarczyło chwilę poobserwować, i co jakiś czas traszka wyłaniała się z liści i podpływała zaczerpnąć powietrza. Szczególne wrażenie robiły potężne grzebieniaste.
Później odwiedziłem jeszcze jedno miejsce, bardzo ciekawe dla miłośników płazów. To rezerwat geologiczny "Zachełmie", ok.5 km od Barczy. To tu odnaleziono szczątki tetrapoda, pierwszego stworzenia, które wyszło na ląd, przodka wszystkich płazów. Znajduje się tu tablica z bardzo szczegółową informacją. Ale i żywe płazy też były. Na dnie kamieniołomu znajdowały się bardzo płytkie oczka, o kamienistym dnie, bez liści i roślinności. Idealne warunki do obserwacji, niemal jak w akwarium. A było co oglądać. Tu też były liczne traszki. Skład gatunkowy bardzo ciekawy, bo zdecydowanie dominowały grzebieniaste, oprócz tego było kilka górskich i tylko jeden samiec traszki zwyczajnej. Niesamowite miejsce. To była też bardzo udana wycieczka.
Copyright: Amphibia.net.pl 2006-2022. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kontakt|Informacje|Regulamin|Reklama|Współpraca