Nasze traszki - obserwacje i spostrzeżenia (1970 - 2009)

Na terenie Polski występują 4 gatunki traszek:

Samiec traszki zwyczajnej. Samiec traszki karpackiej. Samiec traszki górskiej.

Naszym najpospolitszym gatunkiem jest traszka zwyczajna (Lissotriton vulgaris). Występuje ona na terenie całego kraju. Osiąga długość do 11cm. Jej grzbiet jest zwykle jasnobrązowy lub oliwkowy, czasem ciemnobrązowy. Brzuch jasnopomarańczowy, żółty lub czerwony z licznymi czarnymi plamami.
Traszka grzebieniasta (Triturus cristatus) również występuje na terenie całego kraju, z wyjątkiem wyżej położonych terenów górskich. To największa z krajowych traszek. Osiąga do 20cm długości. Zabarwienie grzbietu jest ciemnobrązowe lub czarne, a skóra, zwłaszcza w fazie życia lądowego jest wyraźnie chropowata, pokryta drobnymi brodawkami. Brzuch żółty, pomarańczowy lub czerwony, pokryty dużymi, ciemnymi plamami.
Traszka górska (Ichtyosaura alpestris) występuje jedynie na południu Polski, na terenach gór i wyżyn. Znane są również wyspowe, izolowane stanowiska tej traszki o typowo nizinnym charakterze (głównie na Dolnym Śląsku, w dolinie Odry). Mesotriton alpestris osiąga do 12cm długości. Grzbiet u samców zwykle jest czarny, u samic jaśniejszy, brązowy. Brzuch pomarańczowy lub czerwony, zwykle bez plam.
Traszka karpacka (Lissotriton montandoni) występuje wyłącznie na terenie Karpat i pogórza karpackiego. Jest dość podobna do traszki zwyczajnej. Różni się od niej głównie brakiem plam na brzuchu. Ponadto samce w okresie godowym posiadają charakterystyczną nić ogonową, właściwą tylko temu gatunkowi. Traszka karpacka jest genetycznie bardzo bliska traszce zwyczajnej (rodzaj Lissotriton). Na terenach,gdzie ich zasięgi pokrywają się, występują mieszańce międzygatunkowe.

Rozród wszystkich naszych traszek przebiega podobnie. Rozpoczyna się wczesną wiosną, zwykle już w marcu. Samce posiadają charakterystyczną szatę godową. Wykształca się u nich fałd skórny, tzw. grzebień godowy. Najbardziej rozbudowany i efektowny jest on u traszki grzebieniastej. Występują też barwy godowe,najpiękniejsze u traszki górskiej. Gody traszek to niezwykle ciekawe i efektowne widowisko. Występują tak zwane toki (tańce godowe) samców w obecności samic, jednak nie dochodzi do zetknięcia się partnerów. Samce składają do wody spermatofory (pakiety plemników), które są następnie podejmowane przez samice. A więc występuje zapłodnienie wewnętrzne, inaczej niż u żab i ropuch. Złożone jaja są zawijane w liście roślin wodnych, a w razie ich braku są przyklejane do różnych przedmiotów (np .kamieni) znajdujących się w wodzie. Larwy traszek posiadają charakterystyczne, pierzaste skrzela zewnętrzne i inaczej niż u żab najpierw wyrastają im kończyny przednie, a później tylne. W stadium maksymalnego rozwoju larwy są już dość podobne do osobników dorosłych i podobnie jak one też są drapieżnikami. Gody traszek są rozciągnięte w czasie i mogą trwać aż do pełni lata. W lipcu traszki opuszczają wodę i przestawiają się na lądowy tryb życia. W tym czasie wykazują aktywność zmierzchową i nocną,podczas opadów deszczu również dzienną. Sen zimowy spędzają w różnych kryjówkach na lądzie. Spośród naszych traszek najsilniej związana jest ze środowiskiem wodnym traszka grzebieniasta. Opuszcza wodę najpóźniej, a część osobników, zwłaszcza samców, pozostaje w niej aż do późnej jesieni. Również młode, świeżo przeobrażone osobniki często nie wychodzą z wody.

Moje pierwsze spotkanie z traszkami miało miejsce gdzieś około 1970 roku. W niedużym, położonym wśród łąk bajorku zauważyłem traszki grzebieniaste. Nie wiedziałem wtedy nawet, co to jest. Myślałem,że to gady ("wodne jaszczurki"). Dopiero po złapaniu jednej i uważnym obejrzeniu doszedłem do wniosku, że to musi być płaz. I tak narodziła się kolejna po kumakach fascynacja. Zacząłem poszukiwać wiadomości, co nie było proste w tamtych czasach. Nie było internetu, ani żadnych specjalistycznych wydawnictw. Więc szukałem w ogólnych książkach o treści przyrodniczej, powoli zdobywałem wiedzę. I odkrywałem coraz to nowe traszkowe stanowiska. W tamtych czasach było ich mnóstwo w podkieleckich okolicach. Najbliżej położone były łąkowe dołki i bajorka z bardzo licznymi populacjami traszek zwyczajnych i grzebieniastych. Całe godziny spędzałem na ich obserwacjach i poznałem ich ciekawe obyczaje godowe. Nieco dalej były położone leśne stanowiska, takie rozlewiska zasilane źródlaną wodą,i tu odkryłem trzeci gatunek, traszkę górską. We wszystkich tych wodach obserwowałem też bardzo liczne larwy traszek, które szczególnie mnie fascynowały swoim wyglądem, zwłaszcza duże larwy traszek grzebieniastych. W tych leśnych, zimnych źródlanych zbiorniczkach larwy traszek (zwyczajnej ,górskiej) występowały aż do późnej jesieni. Pamiętam taki dzień pod koniec listopada,kiedy pod cieniutką skorupką lodu zauważyłem mnóstwo larw traszek. Było to niesamowite, bo już pierwszy śnieg leżał. Były też pierwsze doświadczenia z hodowlą. No cóż, w tamtych czasach mało kto słyszał o ochronie gatunkowej, zresztą nie wszystkie płazy były nią objęte. Dziś wiem, że traszki już wtedy były chronione, ale było ich mnóstwo ii nie zrobiłem chyba szkód w ich populacji. Zwykle wiosną umieszczałem w akwarium złapaną parę traszek. I zapominałem o całym świecie obserwując ich gody. Najpierw były toki, imponujący taniec samca, następnie podjęcie spermatoforów przez samicę, i wreszcie składanie jaj. Samica starannie zawijała każde jajeczko w liść moczarki kanadyjskiej. Wtedy traszki wracały do stawu, a ja obserwowałem wylęg i rozwój larw. Trwało do do jesieni, zwykle we wrześniu wypuszczałem młode traszki w miejscach ich naturalnego występowania. Przeprowadzałem taką hodowlę co roku, wykorzystując wszystkie miejscowe gatunki. Jednego roku miałem larwy traszki grzebieniastej, które przeobraziły się bardzo późno,dopiero w listopadzie, a w międzyczasie przyszła wyjątkowo wczesna zima. I tak traszki zostały do wiosny. Umieściłem zbiornik w możliwie najchłodniejszym miejscu, od czasu do czasu dokarmiając traszki tubifeksem. Był to wówczas jedyny dostępny żywy pokarm. I, co ciekawe, te młode traszki w ogóle nie opuściły wody, nie korzystały z części lądowej aż do wiosny, kiedy zostały wypuszczone. Takie były moje pierwsze doświadczenia hodowlane. O egzotycznych gatunkach płazów nikt wtedy nie słyszał, nie były dostępne dla przeciętnego miłośnika. Mały, jedyny w mieście sklepik zoologiczny oferował wyłącznie najpospolitsze gatunki ryb akwariowych. Z niecierpliwością oczekiwałem każdej wiosny, pojawienia się pierwszych traszek i żab. I jak się wreszcie pojawiały, to było dla mnie wielkie święto. Pamiętam wyjątkowo wczesną wiosnę 1974 roku. Nawet datę, 17 lutego. Wtedy ujrzałem pierwsze traszki grzebieniaste i nigdy później nie zanotowałem tak wczesnego ich pojawienia się.

Odwiedziłem po latach moje traszkowe miejsca. I tylko jedno z nich przetrwało do dziś. Jeziorka położone na łąkach zostały pochłonięte przez rozwijające się miasto, te położone w lesie wyschły i tak bardzo zarosły, że nawet trudno zlokalizować miejsca, gdzie się niegdyś znajdowały.

I jeszcze jedno, chyba najciekawsze spostrzeżenie, już z późniejszych czasów (lata 90). Założyłem w ogrodzie u rodziny oczko wodne dla płazów, i narodził się pomysł, aby wykorzystać do jego napełnienia starą, od lat nie używaną studnię. Nie wystawała ona ponad poziom gruntu,pokrywa była na poziomie ziemi. I w każdym wyciągniętym wiadrze było kilka traszek zwyczajnych. Studnia była dość głęboka, lustro wody jakieś 5m poniżej poziomu gruntu (wiosną, latem znacznie niżej). Traszki dostały się tam przez szczeliny w pokrywie i przystosowały się do życia w takich nietypowych warunkach. Przede wszystkim nie miały żadnej możliwości wyjścia na ląd. Woda była czysta, zimna, o stabilnej temperaturze, zapewne niewiele różniącej się latem i zimą. Wytworzyła się taka mała, całkowicie wodna populacja, będąca w izolacji genetycznej. I rzeczywiście traszki te różniły się od typowych. Były znacznie mniejsze i ciemno ubarwione,prawie czarne. Musiałem je odłowić i umieścić w oczku wodnym,obawiałem się,że pompa,która miała być zainstalowana, będzie stanowić dla nich zagrożenie. Gdyby to była moja działka, to zostawiłbym tą studnię w spokoju i dalej obserwował, jak potoczą się losy tej nietypowej populacji. Na tym przykładzie widać, jakim plastycznym ekologicznie gatunkiem jest traszka zwyczajna, jak potrafi przystosowywać się do skrajnie trudnych warunków bytowania. Może po latach powstałoby coś w rodzaju endemicznej odmiany? A może traszki w końcu by wyginęły? Trudno powiedzieć. Jedno mnie cieszy, że traszki wciąż są w mojej okolicy, choć już nie tak liczne, jak przed laty. Ostatniej wiosny znów obserwowałem ich gody. Obserwowałem też górskie gatunki w Pieninach. Tu sytuacja traszek przedstawia się o wiele lepiej niż na nizinach, z uwagi na znacznie mniejszą degradację środowiska.

Przykładowe oczko wodne.

Na koniec należałoby się zastanowić, co możemy zrobić dla naszych traszek, jak pomóc im przetrwać. Dla traszek, podobnie jak dla innych płazów podstawowe znaczenie ma środowisko wodne, w którym żyją przez znaczną część roku i które jest im niezbędne do rozrodu i rozwoju larw. Naturalnych zbiorników będących siedliskiem traszek jest niestety coraz mniej. Przyczynia się do tego rozwój cywilizacji (zanieczyszczenia, likwidacja zbiorników) oraz zmiany klimatyczne. Coraz częstsze susze przyczyniają się do zaniku niewielkich stawów i bajorek również na dzikich, nie zurbanizowanych obszarach. Często wysychają one już pod koniec wiosny, a złożone jaja i larwy płazów giną. Duże znaczenie dla traszek, jak również dla innych płazów może więc mieć tworzenie sztucznych zbiorników, przeznaczonych specjalnie dla nich. Takie oczka wodne, jeśli są prawidłowo zbudowane, mogą stanowić niezłe środowisko dla życia i rozrodu naszych płazów.

Publikacja: 14.10.2011 Opracowanie tekstu: Wojtas Źródła:

"Płazy świata" Joanna Mazgajska

"Płazy i gady krajowe" Włodzimierz Juszczyk

Copyright: Amphibia.net.pl 2006-2022. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Kontakt|Informacje|Regulamin|Reklama|Współpraca