W bieżącym roku zlot użytkowników forum, czyli Ogólnoforumowy Weekend Integracyjny Płaziarzy (lepiej znany pod skrótem OWIP), został niestety - z różnych przyczyn - odwołany. Byliśmy jednak tak wygłodniali obserwacji górskich płazów (jak i samego łażenia po górach), że nie mogliśmy odpuścić wyjazdu w południową część Polski. Ostatecznie udaliśmy się we dwóch (Yahilles i Jakub T, czyli ja) w to samo miejsce, gdzie odbyły się dwa poprzednie zjazdy - a więc do Koninek, w obszar Gorczańskiego Parku Narodowego.
Wyjazd - ochrzczony spontanicznie mianem DWIP-u (czyli Dwuosobowego Wyjazdu Integracyjnego Płaziarzy) - zaplanowaliśmy na początek lipca, a więc na okres, kiedy wiele płazów kończy gody. I rzeczywiście, traszek górskich znaleźliśmy wyraźnie mniej - przeważnie samice, składające jeszcze w wodzie skrzek. Traszek karpackich nie znaleźliśmy - choć jedna traszka pasowała gabarytowo i kolorystycznie do samca tego gatunku, ale przez dobre pół godziny nie wynurzała się, aby zaczerpnąć powietrza, a akurat w tym momencie nie mogliśmy czekać dłużej, więc identyfikacja tego osobnika nie mogła być pewna.
Ogólnie rzecz biorąc, zauważyliśmy kilka istotnych zmian, względem roku poprzedniego. Znikła rozległa kałuża, położona na trawniku, w pobliżu parkingu przez bramą Parku Narodowego, a będąca siedliskiem i miejscem rozrodu kumaków górskich. Płazy te przeniosły się do innego zbiornika, a mianowicie rozległego stawu, założonego specjalnie z myślą o płazach, znajdującego się na polance nieopodal. Staw ten został powiększony, a przez jego środek poprowadzono niewielki pomost, umożliwiający wygodną obserwację wodnego życia. To właśnie w tym zbiorniku udało nam się znaleźć największą liczbę żywych stworzeń, m.in. wspomniane traszki i ich larwy, kumaki górskie i ich kijanki, kijanki żab trawnych (jak i świeżo przeobrażone żabki, które były bardzo liczne i trzeba było niezwykle uważać, żeby ich nie rozdeptać), młodziutkiego zaskrońca, kilka gatunków ważek (w tym okazałe żagnice i ważki płaskobrzuche) i ich larwy, larwy pływaka żółtobrzeżka czy pluskolce. Niedaleko płynie urokliwy strumyk, a obserwacją godną wzmianki są zaobserwowane przez nas, żyjące w nim ryby - młode pstrągi i głowacz pręgopłetwy. Z gadów - prócz wspomnianego zaksrońca - mieliśmy okazję na spotkanie z jaszczurkami żyworodnymi i młodym padalcem.
"Traszkowy" stawik w lesie, gdzie rok temu obserwowaliśmy liczne traszki górskie i kilka karpackich, tym razem zasiedlony był tylko przez larwy salamander, których swoją drogą, tego roku było bardzo dużo i zasiedlały przeróżne miejsca, czasem nietypowe (o czym będzie mowa dalej).
Naszym następnym celem była trasa, wiodąca na Turbaczyk. Rok temu, w płytkich kałużach, znajdujących się na szlaku, jak i wypełnionych wodą rowach obserwowaliśmy traszki i ich larwy. Tym razem nie było inaczej (no, może nie licząc braku traszek karpackich, które kończą gody wcześniej), ale najbardziej zaskoczyła nas larwa salamandry w niewielkiej kałuży, a więc w miejscu dla potomstwa tego gatunku nietypowym - choć zapewne dostała się tam podczas obfitych opadów. W innej kałuży natknęliśmy się na kijanki ropuchy szarej. Na szlaku znaleźliśmy także pierwszą, dorosłą (choć raczej drobnej postury) salamandrę plamistą i kilka żab trawnych. Być może znaleźlibyśmy jeszcze kilka ciekawych płazów, ale tego dnia panował niemiłosierny upał, utrudniający górską wędrówkę.
Zdecydowanie lepsza - deszczowa i chłodna - aura (no, może nie licząc burzy, która wysoko w górach nie jest miłym przeżyciem) zastała nas dnia następnego, kiedy to udaliśmy się na Turbacz. Już na samym początku szlaku spotkała nas miła (choć może nie każdy odniósłby podobne wrażenie) niespodzianka - ścieżkę przed nami przecięła młodziutka żmija zygzakowata, odmiany czarnej (melanistycznej). Jej naprawdę szybkie ruchy (w połączeniu z dużym zachmurzeniem) uniemożliwiły wykonanie dobrego zdjęcia, więc, mimo iż wcale nie wykazywała agresji (a raczej zdecydowaną płochliwość), daliśmy jej spokojnie ukryć się w gęstwinie traw i okazałego rabarbaru, rosnących po obu stronach ścieżki. Po dotarciu na szczyt i spędzeniu jakiegoś czasu w schronisku z nadzieją (niespełnioną, niestety), że burza minie na dłuższy czas, zaczęliśmy wracać, a po drodze natknęliśmy się na kolejne, dwie salamandry, pierwszą dość nietypowo ubarwioną, z nielicznymi tylko, i wcale nie jaskrawymi plamami, druga zaś, mimo krzykliwego ubarwienia, została przez nas zauważona dopiero, gdy znaleźliśmy się tuż przed nią. Zdawałoby się, że salamandry są widoczne jak na dłoni, jednak rzeczywistość jest zupełne inna - bardzo łatwo je przeoczyć, bo podłoże w lesie wcale nie jest jednobarwne - kompozycja czerwonych, żółtych i ciemnobrunatnych liści niejednokrotnie jest równie kontrastowa, co sam płaz. Skryty na ogół tryb życia też nie ułatwia sprawy, więc tym większą radość przyniosły nam napotkane podczas wyjazdu trzy okazy.
Znalazł się także czas na nocne obserwacje, ale te nie przyniosły oczekiwanych salamander. Standardowo obserwowaliśmy świetliki, przepiękne ślimaki - pomrowy błękitne, liczne pijawki, które po deszczu opuszczały przydrożne rowy i pełzały po asfalcie niczym dżdżownice, a miłą niespodziankę sprawiły nam dwie, okazałe samice ropuch szarych, które, sądząc po gabarytach, nie żałowały sobie pełzających wszędzie pomrowów.
Podsumowując, wyjazd można na pewno zaliczyć do udanych, a obserwacje przerosły nasze (skromne, biorąc pod uwagę dość późną, jak na płazie gody porę roku) oczekiwania. Tym samym, serdecznie zachęcamy wszystkich do brania udziału w wyjazdach, organizowanych przez forum amphibia.org.pl - nie ma co ukrywać, że - jak dotąd - kuleje kwestia frekwencji i jest to rzecz, którą zdecydowanie trzeba poprawić, z korzyścią dla wszystkich.
Copyright: Amphibia.net.pl 2006-2022. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kontakt|Informacje|Regulamin|Reklama|Współpraca